Archiwum kategorii ‘foto-komorka / mobile shots’
fotki z komorasa gieesemowego / phoneshots
Aktualne i zalegle roznosci / current and forgotten brick-brack
Spadl snieg ktory w Irlandii jest tak popularny jak kleski urodzaju w Somalii, samochody jezdzily 15 km/h, motocyklisci jechali 10 km/h po chodnikach asekurujac sie nogami rozdziawionymi na “za kwadrans trzecia”. / Ireland was attacked by snow storm and it’s so unusual that cars were doing 15 km/h, motorcycles 5 km slower and often on footpath with legs “wide open – quarter to 3″ ;)

slady zebow na kaszance czyli jednosladowy zielony lisc / that had to be provisional A licence :>
A tu kilka rzeczy ktore dawno temu obiecalem wstawic / and here few shots which I promised to publish long time ago

wrzut w Docklands / throw up in Docklands

srebro w Docklands / bomb in Docklands

DCW - centrum Dublina / DCW - city center, Dublin

GEM, DBC - Dublin centrum / GEM, DBC - Dublincity center

reklama / advertisement

DBC - Rutland Pl, Dublin

szablon / stencil

szablon - Palace St, Dublin/ stencil - Palace St, Dublin

smutna twarz - Cumberland Rd, Dublin/sad face - Cumberland Rd, Dublin

twarz w wc / toilet face

szablon na scianie U2 - Docklands, Dublin / stancil on U2 hall-of-fame - Docklands, Dublin

szablon na scianie U2 - Docklands, Dublin / stancil on U2 hall-of-fame - Docklands, Dublin

szablon / stencil

szablon DBC - Phibsborough, Dublin / stencil DBC - Phibsborough, Dublin

szablon / stencil - Temple Bar, Dublin

vlepa / sticker

szablon / stancil - Rathmines, Dublin

grozisz mi? / they're threatening me

zginac z szykiem z wykrzyknikiem / killed by exclamation mark

rower miejski / city bike

rower miejski / city bike

rower miejski / city bike

rower miejski / city bike

rower reklamowy - reklama rowerowa / ad bike

rekodzielo nagrobne / handcraft piece on grave

mobilnosc - kawa i ciacho przy stacji trwamwajowej Krwawiacy Stolec ;) / mobility - a cup of coffe and cake at Red Cow Luas Stop

sprytne parkowanie / smart Smart

kosiara w Dublinie na blachach TK / lawnmower on looks-like-polish reg

kitesurfing i kiteboarding na plazy w Sutton, Dublin / kitesurfing and kiteboarding on Sutton's beach, Dublin

scena ktorej kurtyna po otwarciu stanowi zadaszenie / gate of scene comes into roof when it's open
billboard sluzacy do zakrycia zaniedbanego domu z zamontowanym posrodku halogenem / how to cover ugly house?

o tym ze nawet Alfons moze zostac Swietym / wordplay in polish

trasy piesze na polwyspie Howth, Dublin / trekking trails around the Howth, Dublin

piekny styl / just beautiful style

specjalnie dla Krzysia - wielka czarna pupa/ espacialy for Chris - big black ass
Uff, to wszystko / that’s all folks
w miescie Karola / in Charles town
Bryknelismy sie kiedys do Bray i chyba stamtad ten portrecik. Jak to przedstawiony ponizej czlowiek mawia pojechalismy odstawic kite czyli pobrykac swoimi latawcami. Niestety warunki pogodowe byly takie ze moj nie chcial bryknac. Latawiec :>

slowa klucze: KAROL NAPALIL SIE na LATAWIEC
Bedac raz w sklepie szerokim, ktory przypomina taki lepszy Spolem, trafilem na taka oto wywieszke. Zwykle jest napisane “zywnosc z Polski”. W tym przypadku poddalem sie bezskutecznie probujac zrozumiec co autor mial na mysli… Jakie to miasto? I ktory Karol? Zeby tak choc znalezc droge odczytania tresci we wlasciwej kolejnosci…

Mistrz Kopirajterstwa POLSKI skadinad wagarujacy na "polaku"
W mysl spiskowej teorii dziejow znalazlem zakonspirowana skrzynke kontaktowa miedzy siatka sluzb specjalnych a zakonspirowanym szefem wszystkich szpiegow ktory tylko raz ujawnil swa twarz w wywiadzie z Krzysztofem Materna.
Buuuu – huuuuuuuuu!
Za oknem fajerwerki wala pelna para, dzis plona stosy starych mebli i palet, sprzedawcom z kacikow ust cieknie krew, dzieci dziurawia dynie i niepokoja sasiadow w sprawie slodyczy. Na ulicy ludzie plci obojga strasza wygladem (bo na codzien to raczej tylko tutejsze kobiety), strachy na lachy czyli Helloween, nawet Google zmienilo dzis skorke, wiec i ja czyms Was postrasze.
Otoz mam za soba taki etap zycia gdy pracowalem w fabryce i pakowalem rynny. Z plastiku ale nie okragle lecz kwadratowe – taka moda. Produkowane to bylo w ilosciach olimpijskich, ja rozumiem ze tu wiecznie pada ale zeby az tylu rynien potrzebowal rynek?
Trend jaki udalo mi sie zauwazyc na nekropolii jest iscie przerazajacy i tlumaczy popyt na rynny…
Pragmatycznie, ot co! ;)
Klejnot nie tylko w srebrze
Chodze. Z Ulka. Po miescie tez :) Dzis przespacerowalismy sie po Dublinie. Google Earth pokazal rowniusienko 18 kilometrow. Czesto na swej drodze spotykam najpopularniejszy charakter w Dublinie – dziewczyne posadzona przez GEM. Kolejne napotkane trzy.
- przy Luasie
- nad Liffey
- pomost w przystani
Digitalna kaka z gieesema czyli cyfrowosc belkotliwie adekwatna do tytulu
Weekendowy fotoszwedacz z Ula po Dublinie. Procz normalnego aparatu towarzyszyla mi foto-komorka. Oto wyproznienia z niej. Beda tu rowerki niestandardowe – poziomka reklamowa i rozlozony miniaturowy skladak, Wasaty Pan strzegacy wejscia do budynku, pomysly na umilenie zycia bliznim przy uzyciu smaru, ulicznej grafiki dwa lizniecia: wysokovoltowy gniew zeusa i szablonik traktujacy o znieczulicy.
Poza tym jeszcze billboard umieszczony od podworza z wystajacym ze srodka halogenem, podworze zaaranzowano jako parking dla 5 samochodow a billboard jest sciema zeby wlasciciel nie musial remontowac elewacji. Ustrzelone dla Joli emo w makijazu i hewimetalowej spodnicy XXXXL, rzezba krolika z bajki o kroliku i zajacu (w XXw postac krolika zastapiono zolwiem bo ciezko sie opowiadalo te historie dzieciom). Dzisiejsza kolekcje zamyka prosba o niebombienie na drzwiach galerii, o dziwo skuteczna.
Zmiany, zmiany, zmiany
Dzis same zmiany: lab zmienil termin wywolania slajdu nie powiadamiajac mnie o tym, zmienila sie liczba zamowin w firmie wiec szef zmienil liczbe zatrudnionych osob o 2 (na minus), stety – niestety sie zalapalem, poza tym szef sie zmienil z udajacego kolege na takiego co teraz chce nawet zeby oddac mu buty robocze, zmienil zdanie co do zatwierdznia wyplaty za moje nadgodziny i wydatki i chce czekac az przyniose rowniez Karlosa buty, lekarstwo mi wypadlo i musialem sie umowic na jutro do sadysty i jak juz dopialem godzine to sie okazalo ze to bedzie KOBIETA (rysa na psychice po zenskim znachorze w podstawowce) spotkalem piekna dziewczyne z krajow dalekiego wschodu i czailem sie na zdjecie tak dlugo az towarzyszacy jej alfons zmienil wyraz twarzy a ze dzialo sie to ba ulicy pelnej skosnych to musialem sie obejsc z pyszna, poszedlem w miejsce gdzie piec uroczych nastoletnich skosnych dziewczat prowadzilo butik by sfocic je dla Kowala bo mu obiecalem z pol roku temu albo lepiej ale okazalo sie ze przez ten czas niunie zwinely biznes i obecnie jest tam “polska prasa i ksiazka”… same ZONGi dzis wiec tylko trzy strzaly z dzisiejszego drepcydesa.
Automatyzacja wsi czyli psikaczups vyhodkowy ;)
Jest takich maszyn wiele, co troche zaskakuja mnie serwowanym towarem. Oto pierwsza z nich, napotkana w restauracji Czech Inn w Dublinie gdzie, mimo kilku browcow tak z kija jak i we szkle od naszych poludniowych sasiadow, brak najlepszego piwa – svetlego Kozela :(
A do automatow wracajac to bede je wrzucac co czas jakis w miare pojmania nastapnego w kadr.
Sytuacja ma sie chyba tak: idziesz do knajpy niepsikniety, wchodzisz, turlasz okiem po kontuarze a tam niewyslowionej pieknosci dziewoja, nie ladaco, gnasz tedy w miejsce ustronne gdzie serwowane sa zapachy DRAKKAR ARAMIS i POLO, postepujesz zgodnie z instrukacja obslugi po czym wracasz co tchu by odurzyc dziewcze swiezo natrysnietym feromonem. Do kompletu powinny byc tez “zlote” lancuchy z Jablonexu i czekolada studencka ;P
PS. Domniemywa sie iz wybor okreslaja intencje:
- POLO to ostra jazda konna, jezdziec nie ma bicza lecz mlotek na przedluzonym stylu a steruje klacza jedynie spinaniem strzemion i ostrogami
- DRAKKAR to marzenie Martyny Wojciechowskiej czyli zdobycie szczytu pustyni w czterdziestostopniowym skwarze z wszedzie wlazacym piaskiem (nie Andrzejem)
- ARAMIS to spotkanie szpada w pochwe z szara eminencja, spotkanie powinno miec cztery rozdzialy by zadoscuczynic okrzykowi “jeden za wszystkich” itd.
Sukces murowany. Ahoj!
Powtorka z rozrywki / little flashback about one trip
/ I’ll translate this one day, I promise.
To chyba byl jakis bank holiday czyli dzien ustawowo wolny od pracy, po datach fotek patrzac bodaj 12 maja 2008r., po kolejnej nocce bylem tak zmeczony ze nie wylaczylem komorki kladac sie spac o 5 rano. O osmej zadzwonil Irek, ze ladna pogoda, ze szwedacza ma, ze niewiasta w pracy… nie bylo wyboru, pojechalismy w trojke z Ula do Glenmalure, zostawilismy wozek kolo rzeki i ruszylismy szeroka serpentynowa droga pod gore.
W miejscu gdzie konczy sie droga szeroka na samochod, zaczyna sie podejscie strome po kamieniach, polkach ziemnych i zwalonych drzewach pod gore, po prawej stronie strumienia splywajacego po szerokich skalnych plytach. Na gorze kierujemy sie na poludniowy wschod przez mokre laki poprzecinane licznymi strumieniami i zostawiajac za soba piekny widok z przeleczy ruszamy wyzej.
Postanawiamy wchodzic lewa strona gory, duzo strumieni plynacych przez bujna trawe wymaga wgapiania sie pod nogi. Mijamy sie z grupa z ktora probowalismy obstawiac w ktorym kierunku jest dokladnie szczyt L i napieramy wzwyz pod koniec ostro trawersujac.
Kiedy juz myslalem ze jestem na gorze okazalo sie ze to jakby plaskowyz noszacy na dodatek slady bytnosci uterenowionych jednosladow oraz quadow. Do szczytu zostal kilometr, juz po prawie plaskim. Irek napotyka nierozkminione zagadnienia techniczne swego swiezo zakupionego Canona wiec uruchamiamy grzecznosciowa goraca linie z Duchem ktory wyjasnia cierpliwie wszystkie guziczki :)
Zdobywamy ten szczyt cieszac sie odczytywaniem nazw otaczajacych nas gor na tabliczce o ktorej juz kiedys pisalem.
Pogoda dopisala, dosc mocny wiatr zdradziecko chlodzil podczas gdy slonce przypalalo jak frytkownia na Staszica ;) i tylko zejscie bylo zbytnim pospiechem naznaczone ale mysle ze tej jesieni, calkiem niebawem powtorzymy ten numer.
Po ten wyprawie postanowilem kupic kompaktowego analoga bo te pliki z fotokomorki totalna porazka okazaly sie byc.
Ohydna reklama / disgusting ad
Na wczesniejszych reklamach bylo widac tylko oczy i ciut ciut siwych wlosow, bylem pewny ze to Albert Einstein, a pozniej zobaczylem calosc, gorsze niz wlos w zupie…
/ First on the advertisements in all city were visible only eyes and a bit of grey hairs so I was sure that’s Albert Einstein, then I saw full picture, worse than a hair in the soup…
Zalegle fotowydarzenie / outstanding photo event
Jasnie Pan Maksimiuk odwiedzic raczyl nas wraz z przychowkiem czyli Daga i Gabryskiem, trafilismy do ogrodu botanicznego gdzie dusza odpoczywa a tam akurat byla wystawa z dosc przejmujacymi zdjeciami.
/ His Majesty Maksimiuk visited us with his family (Daga and Gabriel), we went to botanic gardens where soul can have a rest and we found an exhibition with quite poignant pictures.


























