Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Gdzie jest Basen Napika?

with 13 comments

Młodszym czytelnikom wyjaśnić chcę, że nazwa basenu pochodzi od wcześniejszej nazwy ul. Szczecińskiej czyli ul. Piecka (czyt. „pika„). Basen był „na Piecka” czyli fonetycznie „napika” i stąd ów nieszczęsny „Napik„.

Kim był Wilhelm Pieck? Był jakimśtam czczonym przez komunistów niemieckim działaczem ale to nieważne. Ważne, że na Piecka był basen, na który można było wbić się za free z samego rańca albo wieczorem gdy pół „ksemu” przychodziło się tu kąpać po zamknięciu. Lub na czyjś bilet ze starą bajerą „byłem w domu na obiedzie” :) Na Piecka były konkursy na najbardziej przypałowy skok ze startówki na dwa metry i wskakiwanie z przypadkowymi dziewczynami do wody – niby nie były tym zachwycone ale jakoś nadal przychodziły się opalać. Tu można było spróbować swej sprawności w skakaniu z kilku pięter piramidy leżaków do 2 m wody oraz wielu innych „sportów osiedlowych”.

Basen Napika / basen na Piecka

Basen Napika / basen na Piecka

Ciekawa jest symbioza w jakiej koegzystują dwa dość sprzeczne funkcyjnie organizmy czyli kościól i basen. Niby pierwszemu powinien przeszkadzać gwar, negliże i muza z basenu a drugiemu pieśni z megafonów i bicie dzwonów a jednak….  da się?

W zimę górka i lodowisko, na którym Albert tak załatwił nogę, że go dopiero we Francji poskładali. W lato szaber na działkach i „tajne spotkania” w składzie pustaków, z których zbudowano najbardziej falliczną dzwonnicę w województwie. Trzeba było mieć turbo w nogach bo Zbroszczyk zawsze wypatrzył nas swoimi rozbieganymi oczętami…  złośliwi twierdzą, że proboszcz nadużywał latem lornetki wobec dziewcząt w strojach kąpielowych i Pan Bucek pokarał go zezem ;) Na Piecka toczyły się też wojny po rekolekcjach między odwiecznie wojującymi 24 i 28 lub zwykłe sparringi po religii w salce na Głogowej czasem kończące się wizytą milicji (a może już policji?) w szkole.

Na Piecka był wieżowiec z wielkim napisem „KSM” i drugi, w którym spłonął Wojtek. Na Piecka były bloki z klatkami schodowymi w kształcie olbrzymich studni  i na Piecka można było wsiąść w „dwudziestkę” ale najlepsze było, że nieważne czy jechała w lewo czy w prawo – i tak zawiozła Cię na pekaes :) Na Piecka chodzilo się na lody do „Smerfetki” albo na zajęcia do harcówki. Na Piecka mieszkał Majonez, który nas poczęstował zagranicznym masłem z darow, które miało pomarańczowy kolor i było wściekle słone. I choć dziś to już ul. Szczecińska (HGW dlaczego) to basen jest „na Piecka”. Wyjaśniam bo usłyszałem, że „Napik to był bohaterski pies co dziecko z pożaru uratował„. Napik srapik! :) A, no i na Piecka dawno temu zmontowalem zajebisty graffiti jam i jak dokopię się do starych zdjęć to nie omieszkam się pochwalić :)

A tutaj moje ostatnie panoramy z kotłowni „napika” ;P

About these ads

Odpowiedzi: 13

Subscribe to comments with RSS.

  1. Napik srapik! Ahahahahahaha!

    wycieruch

    15, Kwiecień, 2012 at 8:33 pm

    • WIedzieć trza co się mówi.
      Inaczej jest Grupa Gamemnona, Zbrodnia Ikara itp.

      brulionman

      15, Kwiecień, 2012 at 8:52 pm

  2. Fajnie było :)

    Spidi

    15, Kwiecień, 2012 at 10:26 pm

  3. Ulica Napika :) toć tam mieszkałem.
    „Napika” przerobili na Szczecińską bo zanim „Napik” został patronem owa ulica zwana była Szczecińską więc przywrócono jej pierwotną nazwę.
    Ale wszystko to prawda.
    Dodam jeszcze, że zimą fajnie tam się jeździło na łyżwach z oblodzonej górki.

    Paweł Paduch

    16, Kwiecień, 2012 at 12:03 am

    • taaa, ja wiem, że powróciliśmy do nazw sprzed przedwojnia ;) i nie tego się czepiam, tylko skąd pomysł na akurat „Szczecińską” w Kielcach? ani tam paprykarza nie produkowano, ani stoczni nie było, ani ulica nie wskazuje swym przedłużeniem na Szczecin (choć ma tak zwichrowaną oś, że w sumie to MOŻE I MORZE) no i nijak się ma do nazw sąsiednich ulic (boć to miasto a nie region jak Mazury, Kujawy, Pomorze, Wielopolska, Śląsk czy Polesie)
      tak mi ten Szczecin ni przypiął ni wypiął, choć skądinąd urocze to miasto jest…

      brulionman

      16, Kwiecień, 2012 at 1:06 am

      • a może Szczecińska wzięła się od szczeciny ? może tam kiedyś była rzeźnia lub chlew ?

        anarcha

        16, Kwiecień, 2012 at 11:29 pm

        • a faktycznie, w ’37 sanepid orzekł że w spożywczym róg Jasieńskiego i Nienazwanej panuje straszny CHLEW na zapleczu ;)

          brulionman

          17, Kwiecień, 2012 at 7:09 am

  4. taa, pamiętam ten nastrój ”miłości bliźniego” panujący po katechezach… choć podczas oczekiwania na schodkach było czasem zabawnie, fajne rozmowy, kupa śmiechu, pamiętam też takie ciemnawe, żółtawe szybki i drewniane ławki w salce katechetycznej na Głogowej. Co do zdjęć to z całym szacunkiem ale największe zainteresowanie wzbudziłoby, gdybyś miał jakieś foty dupencji z basenu – ? Myślę, że kościół nie gryzie się tak z nim właśnie przez swój dumnie szczytujący charakter, skądinąd ciekawym czy to zamierzone
    czy też projektantowi tak mimochodem wyszło [ i jeszcze te prążki po bokach... ]

    ”Grupa Gamemnona” – świetna nazwa dla kapeli. ”Napik”, do nogi !

    anarcha

    16, Kwiecień, 2012 at 12:21 am

  5. od smarkacza basen był na pika;) dzwony pomogły mi uratować się z opresji głebin, kiedy pomysłowi chłopcy wrzucili mnie koło startówek. Do dziś mam lęk przed głebinami:|

    dablju

    16, Kwiecień, 2012 at 10:27 pm

    • no i masz, właśnie mi przypomniałaś, że miałem iść dziś na Kujawską popływać, skleroza skryżowana z dobrą lekturą…

      brulionman

      16, Kwiecień, 2012 at 10:35 pm

  6. wyznawcy boga mogliby znaleźć spójność w bliskości kościoła i „oczyszczającej” funkcji zbiornika wodnego… tylko po zanurzeniu w chlorej wodzie, raczej zbierało na mdłości… bo niejeden w tej wodzie się „oczyszczał” z moczu :)

    Z rańca w lato jak jeszcze nie zdążyło się nagrzać, napierdalałem na deskę, żeby się rozgrzać. W miarę przybywania wiary, trzebabyło zwiększyć częstość wyostrzania wzroku w kierunku swojego ręczniczka i swoich skarbów ukrytych pod nim w plecaczku :)

    W połowie dnia obowiązkowa zapiekanka wyczekana w okołogodzinnnej kolejce do dziury w ścianie.

    k3

    28, Kwiecień, 2012 at 7:14 pm

    • …. i oranzada w woreczkach z ktorych sie pozniej strzelalo, mozna przyjac ze to byl taki pierwowzor torebkowych sokow Cappy ;)

      brulionman

      30, Kwiecień, 2012 at 10:32 am


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 577 other followers

%d bloggers like this: