Jørgen
Sklep dla chlopcow i mezczyzn ktorzy nimi byc nie przestali. Wchodzimy, ekspedient zaprasza do jednego w kilku stolow z planszami i budowlami umozliwiajacymi stoczenie bitew. Juz mialem wyjsc bo nie bylo Grunwaldu 1410 ale pan nalegal bym zagral z nim lub przeciwko niemu, zebym w ogole zagral. Kazal rzucac dwudziestoma czterema kostkami naraz i tyle ile wypadlo w nich piatek i szostek – tylu jego soldatow poleglo i moglem tez sie przesuwac o iloczyn oczek i cali a jak juz oblezylem sasiada to mu dal do pomocy ogra czy trola (nie znam sie) ale generalnie pan przezywal kazda potyczke ilustrujac groze wojny onomatopejami “Grzrzrzrz” “Aaaaargh” “Ijjjjjjeeeeeeeaaa” “Fudrzrzrzrzummm” i widac bylo ze kreci go to ale zmiarkowal, ze mnie raczej srednio i dal mi zolnierzyka do malowania. I to bylo naprawde COS w calym tym sklepie pelnym rycerzy, najemnikow, mutantow, krolow, potworow, smokow, czarnoksieznikow, dzedajow, wilkolakow, wladcow pierscieni i ummo-sprzedawcow ;) Nie smialem podniesc pedzla by dzieci Piasta Kolodzieja tworzyc wiec dostepnymi kolorami bez pojecia o barwach wojennych spreparowalem bekarta wikingow - Jørgena, smialka z Polnocy, ktoren leku w sercu nie mial dopóty, dopóki nie zobaczyl jak Jagna z Korytnicy pogrzebacz miedzy palcami gnie. Tylko spojrzala wzrokiem “a ty tu czego” a on juz wiedzial ze nie da rady wiec pierzchnal byl czempredzej gdzies za Bullerbyn i sluch o nim zaginal. Wszelki sluch.

brzmienie litery "ø" ma w sobie piekno, ktorego nie pojmie, kto nie slyszal mowy ludow Skandii.
Tak, to moj pierwszy pomalowany wojak. W zyciu. Chyba rozminalem sie z kanonami kolorowania postaci (a i precyzja nie zgrzeszylem) bo powiedzieli zebym go zatrzymal, za darmo :D
aleś upaćkał tego woja ;-)
John... z tych Johnów
14, kwiecień, 2009 at 10:37 am
a nieprawda, moj jest w gorszej kondycji :D
dablju
21, kwiecień, 2009 at 4:05 pm
bo dostal omlot od Krzyskowego Krasnoluda :D
brulionman
21, kwiecień, 2009 at 9:45 pm