Majowka na Tonelagee
4 maja 2008 r.
Poranek w Dublinie – pada. Jak zwykle. Ale konczy sie wlasnie weekend, jedzmy w gory, gorzej nie bedzie a jest szansa ze zla pogoda sie zatrzyma na ktoryms lancuchu gorskim. Przyfarcilo sie, w Gorach Wicklow pomalu przebija sie slonce podczas gdy u Karlosa na Tamhlacht wciaz dzdzy.
Odejdzmy moze gdzies na bok od parkingu bo nie zdzierze tego harmidru. Odeszlismy, przez rzeczke, pod gorke, spotkanie z borsukiem, brnelismy troche przez wrzosowiska wciaz wspinajac sie az znalalem pol poroza koziolka.
Dostarlismy na szczyt pierwszego kopca, powiedzmy polowa drogi, urocze miejsce – osuniecia torfowe metrowej wysokosci no i pol-panorama, z jednej strony w kierunku opuszczonych osad gorniczych, w druga w strone jeziora o ksztalcie serca choc ja patrzylem raczej z drugiej strony :)
Jest to swoista nagroda gdyz wysokie polozenie jeziora gwarantuje iz jest ono widoczne z kilku zaledwie szczytow. Pod odpowiednim katem wyglada jak ksztaltna pupa-gruszka :)
Tu sie robie bardziej stromo i trzeba trawersowac po sliskim blotnym szlaku pomiedzy licznymi skalkami
A oczom ich ukazl sie las… krzyzy. Rozwinelismy fragment mapy (wialo mocno) i z radoscia odkrylismy ze weszlismy wlasnie na trzeci w kolejnosci najwyzszy szczyt w Gorach Wicklow: Tonelagee (irl.: tylem do wiatru) 817m npm i tu dopiero spotkalismy jakichs piechurow. Szczyt Tonelagee jest w osi ze zbiornikiem retencyjnym elektrowni Turlough Hill i Lugnaquilla.
Cala trasa pekla na zasadzie “a to chodzmy jeszcze kawalek, moze bedzie ciekawszy widok”, nie planowalismy zadnego szczytu ani nie sprawdzalismy dokad wchodzimy, tempo zolwie, odpoczynek, relaks, bez cisnien. To chyba wtedy postanowilem ze potrzebny mi kompaktowy pstrykacz bo targanie lustrzanki odbiera przyjemnosc maszerowania a jakosc wyproznien z fotokomorki to jakas pomylka. W drodze powrotnej zaufalem instyktowi i wyszlibysmy ale juz ponizej wodospadu znajdujacego sie miedzy Laragh a Sally Gap





